Idąc kiedyś z Siostrą po szczecińskim chodniku mijałyśmy młodzieńca, który mimo, że było pochmurnie i zaczynało kropić, śmigał w okularach przeciwsłonecznych. Skomentowałam to czymś w stylu „nie ma to jak lans i balans…”. Oczywiście z ironią w głosie.
Teraz to ja, będąc po zabiegu na oczy, chodzę w zakrywających pół twarzy, przyciemnianych okularkach niezależnie od pogody. I gdy właśnie jest pochmurnie, deszczowo, albo po zmierzchu to ludzie patrzą na mnie jak na idiotkę 😀
Za pierwszym razem nie wiedziałam o co chodzi, za drugim przypomniała mi się sytuacja sprzed lat z tym chłopakiem, od trzeciego spojrzenia przestałam na to zwracać uwagę.
Jest takie powiedzenie – nie mamy prawa kogoś oceniać, jeśli nie założyliśmy jego butów i nie przeszliśmy jego drogi.
Za szybko oceniamy. Nie znając historii, dopisujemy własną…
Dziś jestem mądrzejsza o tego „kuksańca” 😉
